Pewnego razu w Rogowie - Nagle Nad Morzem 2015 RELACJA

relacja
28 Sier 2015 11:17

Tagi: nagle nad morzem

 
Pewnego razu w Rogowie - Nagle Nad Morzem 2015 RELACJA

"Po przekroczeniu terenu festiwalu zbierałam szczękę z podłogi. Już wtedy wiedziałam, że będzie to najtrudniejsza relacja jaką kiedykolwiek przyszło mi napisać" - stwierdza nasza redaktorka w relacji z tegorocznej edycji Nagle Nad Morzem w Rogowie.

Zazwyczaj powracając do domu po festiwalu, który spełnił nasze oczekiwania bardzo chce się opowiedzieć swoim znajomym o wrażeniach, pokazać zdjęcia i video, dzielić się niesamowitymi historiami, które wydarzyły się podczas imprezy, na którą czeka się często cały rok. No właśnie, zazwyczaj. Kiedy dwa lata temu dowiedziałam się, że w nadmorskiej miejscowości Rogowo odbywa się festiwal o podwójnej nazwie Nagle Nad Morzem / Ploetzlich Am Meer miałam przeczucie, że musi być to wydarzenie niezwykłe. Ludzie, którzy mieli okazję się na nim już bawić byli oszczędni w opisach, szczegółach i opowieściach. Mówili tylko: „Musisz pojechać. Po prostu”.

Nagle Nad Morzem odbywa się w drugiej połowie sierpnia, gdzie większość z nas zdążyła odwiedzić przynajmniej jeden festiwal i do końca wakacji stara się reperować swoje finanse, a ceny biletów na rogowskie szaleństwo nie należą do najniższych. Jednak gdzieś w środku czułam, że warto. Jeszcze przed wakacjami kupiłam bilet, aby żadna finansowa niespodzianka nie była w stanie pokrzyżować mi planów.

Po przekroczeniu terenu festiwalu zbierałam szczękę z podłogi. Już wtedy wiedziałam, że będzie to najtrudniejsza relacja jaką kiedykolwiek przyszło mi napisać. W drodze do domu zaczęły spływać smsy z pytaniami „Jak było?”, a ja pierwszy raz nie wiedziałam co mam napisać. Atmosferę „Nagle” trudno zawrzeć w słowach takich jak świetnie, doskonale, rewelacyjnie – to po prostu nie wystarczy. Od czwartku do poniedziałku setki miłośników niezmordowanych tańców, muzyki elektronicznej i hipisowskiego stylu zalewają rogowską łąkę oraz część plaży, gdzie odbywa się festiwal. Sześć ręcznie wykonanych, niepowtarzalnych scen, oryginalne dekoracje, kawał dobrego nagłośnienia, nieoklepany line up i publika, która bawi się tak jakby jutra miało nie być. Co działo się zatem na poszczególnych scenach?

Forkel Gork/Mainstage

Niesamowita scena, którą stanowi ogromna, wykonana z drewna głowa wilka, w którego paszczy znajduje się sprzęt i artyści. Po obu stronach wilczego łba znajdują się dwie także wykonane z drewna sowy oraz inne niesamowite konstrukcje. Kłęby dymu oraz gra świateł, której efektem jest wrażenie poruszających się desek, z których zbudowany jest sceniczny zwierzyniec uzupełniały i tak już niesamowity klimat. Live Lake People oraz Kollektiv Turmstrasse, dj set Konstantina Sibolda, intensywny live Danieli La Luz, głębokie zakończenie piątkowych, a właściwie rozpoczęcie sobotnich zmagań w wykonaniu duetu Dakz & Raucher czy selekcja rezydenta berlińskiego Sisyphos Juli N. More podczas, której wiele osób gorliwie dopytywało któż jest za nią odpowiedzialny – możecie sobie wyobrazić co tam się działo.


Radiostacja

Scena mieszcząca się w samym epicentrum festiwalu oferowała bardzo eklektyczny program. Wieczorem i w nocy można było spotkać tam nie tylko dj sety oraz live acty, ale także koncerty z wokalem (Verena Wi, Rebeka) czy sztosy takie jak Brant Bauer Frick. W okolicach Radiostacji można było także bardzo spocząć na bardzo wygodnych siedziskach i w promieniach wschodzącego słońca odpocząć przy brzmieniach reggae czy jungle dostarczanym przez duet o osobliwej nazwie Fata & Morgana. Nawet zwolennicy gry na „prawdziwych” instrumentach byliby mile zaskoczeni – były gitary, był saksofon i były perkusje.

Tentakelbar

Każdego dnia rano wielu festiwalowiczów udawało się na rogowską plażę by spać i odpoczywać. Jednakże amatorzy zabawy w pełnym słońcu nie byli rozczarowani. Od 10-22 prężnie działała scena na plaży, gdzie zagrali m.in. słynący z selekcji niepozbawionej jazzowych i hip hopowych wpływów Max Graef, Cuthead, Beddermann & Dahlmann, Ptaki czy reprezentant labelu Giegling, Konstantin. Kręcące się hula hop, wiatr niosący mnóstwo brokatu i… Funktion One. Może być lepiej?


Uwaga

Bez dwóch zdań na Uwadze spędziłam najwięcej czasu, a moje nogi doświadczyły sporego umordowania. Zabunkrowana scena z usytuowanymi ogromnymi światłami rodem z samochodów policyjnych oraz słupami, z których od czasu do czasu buchał ogień rozgrzewając tańczących ludzi jest jednym z najmocniejszych punktów tej imprezy. Mocarny set Makama zawierający kultowy kawałek Paula Johnsona „Ecstasy”, doskonały i bardzo charakterystyczny live Vrila, umiejętnie dawkujący napięcie Blind Observatory, który przy wschodzie słońca strzelił z Villalobosowego „Dextera” – tak było z piątku na sobotę. Kolejnego wieczoru artyści pojawiający się na Uwadze nie dawali nikomu forów – ciekawy live Reedda, techno w wykonaniu Akme, bardzo różnorodna selekcja Barnta, który od technicznych i acidowych bomb potrafił płynnie przejść do kawałków takich jak „Apart” Kaspera Bjorke w remixie Michaela Mayera czy „Kime Ne” Insanlara. Resztką sił dotrwałam do minimalistycznego live’a Lazare Hoche,Samuela André Madsena Malina Génie czyli ekipy Mandar by po godzinnym tripie, wybrać się do strefy chillowej, a za jakiś kwadrans wrócić prawie biegiem na Uwagę zwabiona bezbłędnym setem przedstawiciela niewielkiej berlińskiej wytwórni Beste Modus o pseudonimie Steavn.Aint.Leavn.

Endstation Rogowo

Nigdy nie widziałam tak pojechanej sceny. Umiejscowiona w hangarze „ostatnia stacja” stanowiła apogeum szaleństwa, pomysłowości i dystansu organizatorów. Oprócz standardowych dj setów, przez większość czasu można było tam usłyszeć wszystkie przeboje Gipsy King, Tiny Turner, Ace of Base oraz numery takie jak „Funky Town”, „Dancing In The Moonlight”, a nawet dżingiel Looney Tunes – bez cienia żenady. Gra na bębnach, występy improwizowane, a nawet lekcja matematyki (?!) to tylko niektóre smaczki Endstation.


Scena numer sześć nie była uwzględniona w żadnej rozpisce, a to co się tam działo niech pozostanie tajemnicą.

Użyję słów osób, które od zawsze zachęcały mnie do wyprawy pod koniec sierpnia do Rogowa - „Musicie tam pojechać”.

Na festiwal Nagle Nad Morzem zabierzcie:

- dużo brokatu
- futra, płaszcze do ziemi im wymyślniejsze tym lepiej
- lampki choinkowe
- ciuchy, które mogą być poniewierane przez kilka dni w kurzu
- latarkę
- porządny namiot
- wszelkiej maści nakrycia głowy
- wypoczęte nogi i wygodne buty
- bardzo otwarty umysł i ciekawość nowej muzyki

Nie zabieraj:

- telefonu
- time table ( i tak się zmienia)
- uprzedzeń
- pięknych butów

Widzimy się za rok!

Tekst: Karolina Jakubowska
Zdjęcie główne: GoodBY

Zobacz również

Ostatnie newsy

pokaż więcej

Hot newsy

z ostatnich 30 dni

Korzystanie z witryny muno.pl oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce cookies.