’Słuchacze dają nam moc pozytywnej energii’ – rozmowa z Vök 

Wywiad

Jeszcze w lutym islandzka grupa Vök zawita do Polski na dwa koncerty. Z tej okazji porozmawialiśmy z wokalistką formacji, Margrét Rán Magnúsdóttir.

Wydanym w zeszłym roku albumem „Figure” udowodnili, że nie bez powodu są nazywani jednym z najciekawszych zespołów islandzkiej sceny alternatywnej. Teraz intensywnie promują swój długogrający debiut, koncertując po całej Europie. Do Polski zespół Vök zawita już pod koniec lutego (27 lutego w sopockim Sfinksie, a 28 lutego w warszawskim Niebie), a my z tej okazji porozmawialiśmy z wokalistką formacji – Margrét Rán Magnúsdóttir.
27.02.2018 – Vök – Sfinks700 – Sopot
***
28.02.2010 – Vök – Niebo – Warszawa

Margrét Rán Magnúsdóttir (Vök) – wywiad

Dziś startuje kolejna część Waszej europejskiej trasy. Jak czujecie się przed tymi koncertami?
Jak zawsze po przerwie jest trochę stresu, ale przede wszystkim jesteśmy podekscytowani. Tak, podekscytowani to dobre słowo. Dziś (13 lutego) startujemy w Paryżu, w klubie Supersonic i cieszymy się, że możemy ponownie podzielić się z publicznością naszymi piosenkami.
Skąd bierze się to podekscytowanie?
Przede wszystkim dostajemy je od ludzi, których spotykamy pod sceną. Słuchacze dają nam moc pozytywnej energii. Czerpiemy radość z tego, jak reagują na nasze piosenki i czekają na nowości. To ogromny plus koncertowania.
Potraficie wskazać miejsca, w których gra się Wam najlepiej? Czy to festiwale, a może mniejsze kluby?
Trudno powiedzieć, bo tak jak powiedziałam – wiele zależy od naszych odbiorców. Właśnie dlatego ciepło wspominamy na przykład koncert w Warszawie, w klubie Niebo (zespół zagrał tam 10 maja). To był jeden z najlepszych występów na wiosennej trasie, bardzo dobrze się wtedy bawiliśmy.
No właśnie, w wywiadach wiele mówicie o tym, jak dobrze gra się Wam w Polsce. Poznaliście muzykę artystów z naszego kraju?
Pamiętam, że moi znajomi pokazywali mi kiedyś kilku wykonawców, ale zupełnie nie pamiętam, kto to był, wiem tylko, że mi się podobało. Może podpowiesz kogoś ciekawego?
Do głowy przychodzi mi zespół Jóga. Grają muzykę w podobnym stylu co Wy – trochę melancholijnie, elektronicznie, islandzko.
Tak, tak, przypominam sobie, że grali przed nami w Katowicach (w klubie Hipnoza). Sympatyczni chłopacy, muzyka też przyjemna, to był dobry support.
Rok temu wydaliście debiutancki krążek. Co zmieniło się w Waszym życiu od tamtego czasu?
Tak naprawdę cały czas robimy to, co wcześniej – koncertujemy, jeździmy po różnych krajach, spotykamy się z naszymi fanami. Znaleźliśmy swojego wydawcę (Nettwerk Music Group), widzimy, że płyta wywołuje pozytywne reakcje także ze strony mediów. Promujemy więc krążek dalej.
A pracujecie już nad czymś nowym?
Jeszcze nad tym nie myśleliśmy, chociaż nadchodząca trasa będzie ostatnią, na której skupimy się na piosenkach z „Figure”. Potem zrobimy sobie przerwę i zaczniemy myśleć nad nowymi utworami. Już zbieramy na nie pomysły, ale musi minąć trochę czasu.
Ostatnio doszło Wam nowe wydawnictwo do dyskografii. Myślę o EP-ce z remiksami, która ukazała się już w tym roku. Jaka idea stoi za tym materiałem? Jak dobieraliście producentów?
Prawdę powiedziawszy, nie był to pomysł pochodzący bezpośrednio od nas, lecz od wytwórni, ale jesteśmy bardzo zadowoleni z końcowego efektu. Nie wybieraliśmy producentów, jednak to zdolne postacie (chociażby Ripperton, Wax Wings, Replekht), które wydobyły z naszej muzyki coś nowego. Wyszło to ciekawie, bo dzięki nim możemy spojrzeć na własne piosenki z zupełnie innej perspektywy, dostają świeże oblicze.
To co, następny krok to DJ set Vök?
(śmiech) Na razie chyba nie, chociaż nie wiadomo, co będzie dalej. Kiedyś sama, pod własnym nazwiskiem zagrałam kilka setów i podobało mi się to, ale jako zespół nigdy jeszcze tego nie robiliśmy. Kto wie, może za jakiś czas!
Rozmawiał: Stanisław Bryś


vok

Polecamy również


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →