Zawód VJ: Addictive TV - WYWIAD

wywiad
25 Sty 2011 13:42

Tagi: vj addictive tv

 
Zawód VJ: Addictive TV - WYWIAD

Kontynuując wątek dotyczący zjawisk audiowizualnych, postanowiliśmy wychylić nosy poza granice naszego kraju i do rozmowy zaprosić Grahama Danielsa z Addictive TV. Pan Daniels zaproszenie przyjął, z czego też niezmiernie się cieszymy.

Mniej więcej do XIX wieku sztuka wyraźnie odzielała obraz od dźwięku, ponieważ ich odbiór podporządkowany jest zupełnie innym zmysłom. W ubiegłym stuleciu środki wyrazu zaczęły się mieszać, a sztuka stawała się coraz bardziej multimedialna. Przybywało artystów, którzy za cel postawili sobie zintegrowanie dźwięku i obrazu w jedną, spójną kompozycję.

Tymczasem w 1992 roku powstało Addictive TV, które aktywnie działa po dzień dzisiejszy.  Nie bez kozery określa się ich mianem jednych z lepszych artystów audiowizualnych na świecie, a ich prace niewątpliwie zasługują na odrębną definicję w encyklopedii. Tworzyli oprawy wizualne do występów takich artystów, jak Chemical Brothers, Jeff Mills, Goldfrapp, czy Moby, jednak w powszechnej świadomości funkcjonują przede wszystkim jako twórcy mash-upów i filmowych remiksów. Co więcej, swój performance budują od początku do końca samodzielnie, odpowiadając zarówno za obraz jak i dźwięk. 

Dlaczego nie są VJ-ami? Jak wpadli na pomysł stworzenia Festiwalu Optronica? W jaki sposób tworzą swoje remiksy i dlaczego tak chętnie przygotowali remiks do filmu „Slumdog. Milioner z ulicy”? Nad czym obecnie pracują i po co chcieliby wrócić do Polski. Na wszystkie te pytania znamy już odpowiedzi! 

WYWIAD: GRAHAM DANIELS – ADDICTIVE TV (Wielka Brytania)


Kilka tygodni temu odwiedziliście Polskę występując podczas Festiwalu Vivisesja w Poznaniu. Co sądzicie o polskiej publiczności i atmosferze panującej na naszych imprezach?


Uwielbiamy grać w Polsce. Publiczność jest zawsze skora do zabawy i właściwie Polska jest jednym z najczęściej odwiedzanych przez nas państw. Trudno w to uwierzyć, ale graliśmy już w większości polskich miast!

Kilkakrotnie zostaliście okrzyknięci najlepszymi VJ-ami na świecie. Czy jednak pojęcie VJ  trafnie określa to co robicie?

Dawniej to określenie pasowało do nas, ponieważ zajmowaliśmy się wyłącznie tworzeniem wizualizacji. Teraz jednak jesteśmy w pełni audiowizualnym projektem, tworzącym również swoją muzykę. Nazywamy siebie „artystami audiowizualnymi”  i uważamy, że jest to najlepsze określenie dla Addictive TV. Generalnie jesteśmy dj-ami i producentami, twórcami remiksów i VJ-ami oraz artystami video w jednym, ale jest to zbyt przydługawe wyjaśnienie. Pojęcie VJ wskazuje na to, że tworzysz lub wyświetlasz wizualizacje dla dj-ów lub zespołów i nie zajmujesz się muzyką. Powiedzmy, że mamy gitarzystę, który występuje solo pod nazwą Addictive TV, ale z czasem do swojego projektu włączył innych muzyków - tworząc zespół. W tym momencie jego występy nie będą już nazywane występem „gitarzysty”. Ostatecznie jednak, jest to tylko kwestia nazwy…


Jesteście na scenie od prawie 20 lat… z jednej strony współpracowaliście z takimi artystami, jak Chemical Brothers czy Jeff Mills, z drugiej - z australijską telewizją ORF czy z 20th Century Fox. Który z waszych projektów uważacie za najlepszy i najbardziej satysfakcjonujący pod względem artystycznym?

Trudno wskazać jedną rzecz, ponieważ rzeczywiście przez te wszystkie lata byliśmy częścią wielu projektów. Występ podczas otwarcia Olimpiady Kulturalnej w ramach Zimowej Olimpiady w Vancouver był fantastyczny! Również tworzenie alternatywnego zwiastunu filmowego dla obrazu „Slumdog. Milioner z ulicy”- chociaż nie był to projekt konkretnie związany ze sceną. Praca nad nim była bardzo satysfakcjonująca, chociaż wymagała od nas wiele wysiłku i właściwie dopiero za drugim podejściem wszystko działało jak trzeba. Oczywiście wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, że film zdobędzie tyle Oscarów. Bardziej nam zależało wówczas na współpracy z Danny'm Boyle, którego uważamy za świetnego reżysera. Pokazano mu kilka naszych prac, które bardzo mu się spodobały, i postanowił nam dać całkowicie wolną rękę. Fakt, że tak wspaniały reżyser pozwolił ci dowolnie grzebać przy swoim obrazie, uważaliśmy za ogromne wyróżnienie.

Wracając do projektów scenicznych… obecnie z Markiem przygotowujemy się do nowego projektu, który nazywamy Orchestra of Samples (Orkiestra Sampli). Filmujemy muzyków z różnych zakątków świata, szczególnie tych grających muzykę tradycyjną, a naszym celem jest stworzenie własnego audio/visual banku samplii. Jak dotąd nagrywaliśmy we Francji, Meksyku, Bhutan i właśnie wróciliśmy ze zdjęć z Senegalu w Zachodniej Afryce. Mamy nadzieję, że będziemy też mogli z tego powodu ponownie odwiedzić Polskę.

Gdy przystępujecie do pracy nad remiksem, co pojawia się pierwsze: dźwięk czy obraz?

To i to! Zaczynamy w miejscu gdzie dźwięk spotyka się z obrazem. To jak układanie pasujących do siebie klocków; nasze podejście ma charakter bardzo audiowizualny, więc nie skupiamy się osobno na dźwięku i osobno na obrazie. Ponieważ nasz mózg jednocześnie wychwytuje dźwięk i obraz, to postanowiliśmy zrobić z tego użytek i naszymi projektami dawać i po oczach i po uszach w tym samym czasie! Nasze prace opierają się na samplach - obrazach: widzisz kogoś grającego na gitarze lub coś co wydaje konkretny dźwięk, jak na przykład zderzające się samochody lub postać, która przemawia. Tak więc Mark i ja pracujemy jednocześnie nad dźwiękiem i obrazem dopóki nie stwierdzimy, że otrzymaliśmy efekt, który nas w pełni zadowola.


Jakie są wasze ulubione filmy?

Może jest to trochę oklepane, ale naprawdę, naprawdę lubię kultowy już „Brazil” Terry-ego Gilliama. Zawsze uwielbiałem ten film. Pod względem wizualnym jest on fantastyczny. Może być postrzegany jako nieco depresyjny, ale poruszając kwestię terroryzmu oraz kontroli państwa- jest on w tej chwili bardziej aktualny niż w 1980, kiedy to został nakręcony! Nie ma tu Marka, ale wiem że jego ulubionymi filmami na pewno są: „Dzień Niepodległości” i oryginalna wersja „Planety Małp”.

Jak doszło do stworzenia festiwalu Optronica? 

Pomysł wynikł z prostego faktu, iż istnieje bardzo mało imprez lub festiwali, szczególnie w UK, które byłyby dedykowane wyłącznie audiowizualnym act’owcom lub artystom pracującym z wizualizowaną muzyką. Występujemy na festiwalach na całym świecie, ale niemal zawsze jesteśmy jedynymi, którzy pracują jednocześnie z dźwiękiem i obrazem. Postanowiliśmy więc stworzyć Optronicę – w naszym zamierzeniu swojego rodzaju platformę skupiającą artystów audio/visual, w ramach której organizowanych jest szereg mocno sprofilowanych imprez. Dwie z nich są organizowane naprawdę na dużą skalę i cieszą się ogromną popularnością, towarzyszą im występy w londyńskim kinie IMAX – dźwięk 5.1 oraz ogromne projekcje. Jest to również miejsce wielu premier chociażby takich artystów, jak Plaid czy DJ Spooky. Przyznaję, że prowadzenie takiego przedsięwzięcia jest fantastyczne, chociaż wymaga wiele pracy. W ramach Optronic'i wydajemy także albumy DVD nowych audiowizualnych artystów oraz, od czasu do czasu, organizujemy mniejsze imprezy.


Kilka miesięcy temu wydaliście trzy audiowizualne albumy DVD. Czy planujecie również wydanie albumów ze swoimi pracami? Minęło już pięć lat od czasu wydania „Audiovisualize”…
 
Tak, rzeczywiście minęło sporo czasu od naszego ostatniego wydawnictwa. Niemniej jednak teraz skupiamy się na projekcie, o którym mówiłem wcześniej, czyli The Orchestra of Samples. Później, oprócz występów, planujemy również wydanie materiału, ale to pewnie nastąpi dopiero w 2012 – zależy ile czasu zajmie nam jego wyprodukowanie.

Czy macie swoich ulubionych młodych i utalentowanych artystów, którym wróżycie przyszłość?

Jest świetny młody audio/visual act’owiec z Rzymu o pseudonimie Frank Sent Us, który w tej chwili wyrabia sobie markę we Włoszech. Generalnie, nawet w skali światowej, scena ta jest bardzo mała i jest niewiele artystów lub act’owców robiących to co my. Ale zawsze fajnie jest widzieć, że inni też się tym zajmują!

Na koniec, powiedz nam coś o waszych planach…

Live shows, live shows i jeszcze więcej live shows! I oczywiście The Orchestra of Samples. Nasza praca przede wszystkim opiera się na samplingu. Producenci muzyki mogą ściągnąć perkusyjne loopy czy gitarowe riffy, ale jeśli w grę wchodzi tworzenie prac audiowizualnych najnormalniej w świecie nie masz skąd ich ściągnąć lub gdzie ich kupić, dlatego też budujemy własny bank sampli, aby w przyszłości wykorzystywać je w swoich pracach...

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Magda Chomsk Nowicka




Zobacz również

Korzystanie z witryny muno.pl oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce cookies.